Igrzyska Olimpijskie w Paryżu okiem kibica
Przeżycie i oglądanie Igrzysk Olimpijskich z bliska było zawsze moim wielkim sportowym marzeniem. W momencie, kiedy okazało się, że zawody olimpijskie zostaną zorganizowane w Paryżu, wiedziałem, że jest to idealna okazja, żeby to marzenie spełnić i poczuć olimpijską atmosferę. W tym krótkim tekście podzielę się kilkoma refleksjami i obserwacjami, które towarzyszyły mi podczas kilkudniowej wizyty w Paryżu na początku sierpnia.
Przygotowania
Wyjazd na Igrzyska planowaliśmy w czteroosobowej
ekipie, w której już odwiedziliśmy rok wcześniej Budapeszt przy okazji
Mistrzostw Świata w Lekkoatletyce. Przede wszystkim musieliśmy zorganizować
nocleg, transport i bilety.
Paryż uchodzi za drogie miasto, zatem
spodziewaliśmy się, że ceny hoteli czy mieszkań na Bookingu będą wysokie.
Wstępny rekonesans wskazywał na wydatek rzędu nawet tysiąca złotych za noc za
osobę! Udało się jednak znaleźć coś znacznie tańszego. W miastach takich jak
Paryż, Rzym czy Wiedeń są różne „domy polskie”, najczęściej związane z
Kościołem Katolickim. Nam udało się porozumieć z siostrami ze Zgromadzenia
Sióstr Miłosierdzia i spaliśmy w Domu św. Kazimierza, nieopodal Biblioteki
Mitterranda. Również loty nie okazały się być bardzo drogie (dosyć szybko
wykluczyliśmy inne koncepcje przejazdu do Paryża), a liczba połączeń stolicy
Francji z Krakowem była na tyle duża, że mogliśmy swobodnie wybierać między
liniami lotniczymi i terminem.
Sporą część budżetu trzeba było zarezerwować na
wejściówki. Na każde wydarzenie trzeba było kupić osobny bilet, nie było
żadnego łączonego biletu na różne wydarzenia. Bilety na mecze siatkówki czy
koszykówki były sprzedawane w formie wejściówek na pojedyncze spotkanie, zaś
np. bilety na rozgrywki piłki wodnej w formie pakietu na 3 mecze. Najtańsze
były wejściówki na piłkę nożną (nawet za 15 euro), a najdroższe… tutaj można
sobie wpisać dowolną kwotę. Na ciekawe wydarzenia można było kupić bilety po
50-80 euro, natomiast zaznaczam, że nie byłem na żadnym wydarzeniu medalowym, a
te były znacznie droższe. Kolegom udało się dorwać bilety na finał tenisa
ziemnego kobiet i musieli zapłacić powyżej 200 euro.
Organizacja Igrzysk
Jadąc do Paryża, nie miałem wysokich oczekiwać co
do standardów organizacji. Byłem raczej nastawiony na chaos i problemy z
poruszaniem się po mieście. Obawiałem się nieco o bezpieczeństwo oraz o
czystość. Moje przewidywania okazały się jednak całkowicie błędne i muszę
wystawić organizatorom wysoką notę za sposób obsługi całego wydarzenia.
Duża część miasta była wyłączona z ruchu
samochodowego, przez co najwygodniejszym sposobem przemieszczania się po Paryżu
było korzystanie z transportu zbiorowego, jazda rowerem oraz spacer. Nawiasem
mówiąc, wiele ulic zostało oczyszczonych z zaparkowanych tam samochodów, co
dawało niepowtarzalną okazję oglądania miasta bez tej „dekoracji”.
W komunikacji publicznej dokładnie oznaczone były
przystanki, na których należało wysiąść, aby dostać się do odpowiednich
obiektów olimpijskich. Po wyjściu z metra trafiało się na rozstawioną na
terenie miasta całą armię wolontariuszy, którzy byli bardzo pomocni i, o dziwo,
posługiwali się językiem angielskim w stopniu komunikatywnym (we Francji to nie
jest takie oczywiste). Wolontariusze byli obecni pod obiektami sportowymi, na
stacjach metra oraz na drogach prowadzących do aren. Po zakończeniu zawodów mieli
tabliczki z numerami linii metra i autobusów, które wskazywały odpowiednią
drogę.
Przed rozpoczęciem imprezy w Paryżu sporo mówiło
się o wywiezieniu z miasta bezdomnych oraz osób z marginesu społecznego. Nie
jestem w stanie zweryfikować, czy taka akacja rzeczywiście miała miejsce, ale
faktycznie, nie widziałem słynnych „miasteczek namiotowych” oraz bezdomnych
koczujących pod wiaduktami, mostami czy w parkach. W mieście nie było też
możliwości zetknięcia się z irytującymi straganiarzami oraz wędrownymi kupcami,
którzy usiłują w turystycznych miastach wcisnąć tani szmelc. Im zapewne zakazano
działalności.
Przez cały pobyt na zawodach czułem się bardzo
bezpiecznie. Miasto patrolowały dziesiątki tysięcy policjantów, którzy byli co
prawda uśmiechnięci i życzliwi, lecz fakt, że maszerowali z długą bronią
nakazywał darzenie ich szacunkiem i budził respekt. Przy wejściu na każdą arenę
olimpijską odbywała się kontrola bezpieczeństwa, która nie była jednak
uciążliwa i przebiegała sprawnie.
Należy również wspomnieć, że w całym mieście oraz
na obiektach olimpijskich przygotowano tysiące punktów z wodą pitną, którą
można było uzupełnić bidony. Wodę można było wnosić na trybuny, podobnie jak
soki czy colę (w plastikowych, półlitrowych butelkach).
Wrażenia z zawodów
W czasie pobytu w Paryżu, przez 4 dni byłem na 9
wydarzeniach płatnych oraz 1 ulicznym (kolarstwo szosowe). Taki napięty program
pozwolił mi na zetknięcie się z różnymi dyscyplinami, również takimi, które są
mniej popularne w Polsce (piłka wodna, łucznictwo, czy tenis stołowy). Przede
wszystkim rzucało się w oczy, że na każdej arenie frekwencja była niemal
stuprocentowa. Większość kibiców stanowili Francuzi, którzy reagowali
szczególnie żywiołowo, gdy na arenie występował reprezentant gospodarzy. Muszę przyznać,
że nawet na trybunach piłkarskich rzadko można doświadczyć tak gorącego i
głośnego dopingu. Warte podkreślenia jest też to, że nawet po porażce każdy
Francuz otrzymywał gorące oklaski i wyrazy wsparcia.
| Z trybun ustawionych przy torze łuczniczym widać było Hotel Inwalidów. |
Na każdym obiekcie ustawione były budki z jedzeniem oraz piciem (zaznaczam, że wyłącznie bezalkoholowym), pamiątkami oraz stanowiskami kart Visa. Ceny były przystępne, colę można było kupić za 4 euro, kawę za 3,5, kanapkę za 7 euro. W sklepie z pamiątkami można było nabyć np. koszulki (30-35 euro), bluzy (80 euro), magnesy (6 euro), czy nawet krem do opalania (5 euro). Stanowiska z kartami Visa były o tyle istotne, że na obiektach olimpijskich można było płacić wyłącznie takim typem karty lub gotówką. Na stanowisku można było za darmo wyrobić sobie kartę Visa typu prepaid i tam doładować ją odpowiednią kwotą. Za pomocą takiej karty można było też płacić w sklepach na terenie całej Francji.
Widoczność na obiektach była różna, np. na hali do
siatkówki, gdzie oglądałem mecz Polska-Słowenia, trafiliśmy na miejsca, które
były zlokalizowane za filarem. Warto jednak powiedzieć, że na trybunach nie
kontrolowano miejsc, więc mając tańszy bilet można było na chwilę zajrzeć na
droższą trybunę, na której akurat znajdowały się wolne miejsca. Większość aren
olimpijskich miała charakter tymczasowy (jak np. hale siatkarskie, do tenisa
stołowego, boksu, czy siatkówki plażowej). Trybuny były zbudowane na rusztowaniach,
lecz nie nie wpływało to na jakość oglądania widowiska.
Paryż dawał świetne „tło” do rozgrywania zawodów
olimpijskich. Wieża Eiffla przy boisku do plażówki, stadion łuczniczy przy
Hotelu Inwalidów czy wyścig kolarski kręcący pętle na wzgórzu Montmart dodawały
uroku całej imprezie i stanowiły piękną oprawę wydarzeń sportowych.
Podsumowanie
Wyjazd uważam za udany, wart wydanych pieniędzy i
zdecydowanie bym go powtórzył. Wydałem na niego sporo, ale trudno było
spodziewać się innego scenariusza. Muszę nawet powiedzieć, że ceny biletów
lotniczych czy wejściówek na obiekty olimpijskie były miłym zaskoczeniem.
Igrzyska w Los Angeles na pewno tańsze nie będą…
Komentarze
Prześlij komentarz